Cytaty:
Anno 1656.
Szedłem
z królem szwedzkim die 2 januarii pod Królewiec, gdzie prędko potem traktaty
między kurfirstem J.M. i Szwedami stanęły. Dano mi potem znać o śmierci (gdybym
był w Bartenszteinie) nieboszczyka książęca pana brata, biegłem tedy co prędzej
do ciała, ale przyjeżdżając do Kamieńca Mazowieckiego dowiedziałem się, że
młody J.M. Pan Sapieha […] Tykocin obległ. Zebrawszy tedy, com jeno mógł
ludzi, szedłem na odsiecz Tykocinowi, żebym ciało nieboszczyka książęca nad
którym się pastwić chciano, deliberował. Zemściłem się też nad Korotkiewiczem,
który mi ludzi pod Zaszków był pobuntował, bom na głowę pułk jego w Choroszczy
zniósł, tak że ledwo sam uszedł. Skąd do Warszawy idąc, wszystko dobrze
sprawiwszy, dowiedziałem się,że chorągiew sapieżyńska w Janowie będąca gotowała
się napaść na mnie. Poprzedziłem ją tedy i zniosłem wszytką.
Z królem szwedzkim od Zamościa powracającym złączyłem się
drugiego dnia po Wielkiejnocy pod Warszawą. Z tymże potem kilka niedziel
chodziliśmy pod Bydgoszcz i po Wielkiej Polszcze; na ostatek przyszliśmy do
Torunia, skąd wodą król szwedzki popłynął do Elbląga, dowiedziawszy się o
przyjeździe królowej szwedzkiej, którą i ja przywitawszy, mało co w Elblągu się
bawiąc, szliśmy pod Gdańsk i opanowawszy Głowę, wziął król szwedzki jeszcze dwa
forty, miastu bardzo potrzebne.
W tym czasie ursus szczęścia króla szwedzkiego przerwany był
przez wzięcie Warszawy przez K®óla J.M. polskiego, gdziem wszystkich swoich
rzeczy i ochędóstwa postradał. O czym, gdy króla szwedzkiego wieść doszła, non
turbato animo, obawiając się, żeby mu brata , książęcia Adolfa, i Wrangla pod
Nowym Dworem, gdzie z małą garstką ludzi leżeli nie zniesiono, przy ty mając
coniunctionem armorum z książęciem J.M. kurfirstem, według umowy, pod
Zakroczmiem uczynić, odszedł i sam pod Nowy Dwór, i tam stanął obozem. Stamtąd
wyprawił mnie, dowiedziawszy się o oblężeniu Tykocina przez pospolite ruszenie,
ze trzema tysięcy na wybór ludzi, temu miejscu na odsiecz. Jakoż poszczęścił
Najwyższy, żem znowu to miejsce deliberował i najkosztowniejsze rzeczy
wywiózł. Powróciłem tegoż samego dnia do
króla szwedzkiego, kiedy coniunctio armorum
z kurfirstem J.M. Się stała.
Nastąpiła zatem walna potrzeba pod Warszawą, która przez
trzy dni, od piątku aż do niedzieli, trwała. Mnie król szwedzki siebie w tej
bitwie pilnować rozkazał; nie wiem z jakiego respektu potrzebował też, abym
lewe skrzydło wojska jego wtenczas komenderował, ale nie chciałem,śmiele ro
powiedziawszy, że tam będę, gdzie Król mój jest, broni przeciwko niemu podnosić
nie będę. Po wygranej wiodłem któla
szwedzkiego do pokoju, bo przed bitwą przyrzekł był mi, że jeśli otrzyma
wiktoryją zaraz miał pokój stanowić, alem go bardzo alinatum od tego znalazł,
aegre nawet na to pozwolił, aby pan Gabriel Lubieniecki, sługa mój, do J.M.
pana podkanclerzego koronnego Leszczyńskiego dojechał z jaką taką pokoju propozycją, ale znać, że
tego Pan Bóg nie chciał i że jeszcze non maturae res były, bo w drodze pana
Lubienieckiego niedaleko Kowalewa, optima Patriae et Republice cupientem, zabito.
Po wygranej warszawskiej obrócił się król szwedzki do Prus, a
mnie z czterema regimentami, przydawszy mi generał majora Izraela, na Podlasze
wyprawił z tym wyraźnym ordynansem, abym się osłuchiwał i in casum nastąpienia
na się wojska kurfirsztowskiego się brał, które się około Szczytna stało. Nie
chcąc darmo czasu trawić, żyta i bydła przysposobiwszy, wprowadziłem one do
Tykocina, który mało żywności miał, a vice versa na tych wozach, na których
żywność, była, wyprowadziłem niemało rzeczy potrzebnych.
Chciałem był i archiwum swoje stamtąd wyprowadził, ale J.M.
pan Gosiewski od Brańska z Supan Kazy agą ciągnął ku Prusom i zbliżał się ku
wojsku kurfirsztowskiemu, które obozem pod Prostkami stało. Cofnąłem się tedy
i ja z ludźmi swymi pod Rajgród, trzy mile od Prostek i tamem czekał, ążeby mi
graf Waldek znać dał(, który hetmanił wojsko kurfirsztowskie), abym się z nim
złączył.
W nocy dał mi znać graf Waldek, że polskie i Krymskie wojska
do Wąsosza przyszły. Ruszyłem się zatem i ja z tą intencyją: wniść do jego
okopu i obserwować actiones J.M. pana Gosiewskiego, ale gdym do niego przybył,
inszą zastałem radę. Bo obawiając się, żeby dwu tysięcy człeka, które z Ełku
już szły do niego, Orda od nie nie oderżnęła, postanowił był okop pod Prostkami
opuściwszy , iść tym ku posiłkowi, a one in salvo zaprowadziwszy, obozem pod
Ełkiem się położyć, Temu lubom był
contrarius, przeprzeć żem fo nie mógł, a że ta retirada nie mogła być tylko w
oczach wojska litewskiego i Ordy, skoro obaczono, ż ewozy się z okopu ruszyły
wpadła Orda na ośled do niego. Wtem wojsko kurfirsztowskie, w wielkiej
konfuzyjej za most przeszedłszy, rekoligować się nie mogło i tył bez wszelkiej
potrzeby podało. Jam w przedniej straży stojąc, bo tego dnia jam miał
awangardę, a czekając na pruskie wojsko, na strzelanie działa od kopou,
broniłem przejścia prez rzekę Tatarom i dwie godzinie z nimi hałasowałem się,
tak że żaden przejść nie mógł, rozumiejąc, że i wojska Waldekowe przejścia
przez most nie dopuszczą; ale hac spe frustrarius. Obydwóch wojsk potęga na
mnie nastąpiła, która mię opasawsszy, część ludzi na miejscu położyła, część
pobrała, mnie w głowę bardzo rannego, na ziemi już leżącego chorąży syna Supan
Kazy agi grotem przy drewcu chorągwi swej bardzo długim i ostrym do ziemi przyszpilić
chciał, alem porwał casu ręką za grot i tak Bóg chciał, że się od drzewca
ułamawszy w ręku u mnie został. Wystrzeliłem był jeden pistolet Świnarskiego
odstrzeliwując, a drugi mi zmylił, gdym do tego, co mię ciął, ścisnął.
Prowadził mie ten ordyniec pół mili przy koniu, nic ze nie nie biorąc, a gdym
ustał, zrzucił chłopca mego Sułowskiego, z konia także już wziętego i mnie z nim wespół nań
wsadził. Miałem w kieszeni w worku opciałym dość bogaty klejnot, który mi po kilka razy Tatarzyn odebrać chciał,
alem mu go nie dawał; on też nie mogąć się domyśleć, co w worku było i
rozumiejąc, jako mi sam potem powiedział, że to były relikwie, abo do
nabożeństwa służące rzeczy, niebrał mi go. Gdy mnie ten Tatarzyn prowadził,
poznał mię pacholik z wojska koronnego z pułku pana Wojniłowicza, który o tym
usłyszawszy, żże mnie wzięto, we czterdziestu koni przypadłszy, opończą na mnie
rzucił i gwałtem mię tatarom odjął. Zaraz mię potem do J.M. pana Gosiewskiego
zaprowadził, który condolendo kilką słów sorti meae, opatrzyć mię cyrulikowi
swemu kazał. Tam zaraz tacy się naleźli konsyliarze,, którzy svadebant, aby nie
dobito, ale że się szczęściem książę J.M. pan podczasy, brat mój trafił w
wojsku wziął mię do siebie u sub jego kustodia zostawałem, jednak non sine prriculo.
Conclusum byłopo tem zaprowadzić mię do zameczku pana Eperiasza, abo pana Kryspina nazwanego
[…] na wieczne więzienie, lecz nie mogło to przyjść do efektu, bo zawsze się
jaka trafiła zawada.
Odpocząwszy sobie wojsko litewskie kilka dni, do Filipowa
się ruszyło, Mnie w lektyce niesiono, a pacholikowie, w lesie się zadadziwszy
na mnie, zabić mię w lektyce mieli, których pułk książęćia J.M. pana podczaszego
fortuito natrafiwszy, nie wiedząc nic o ich intencji, rozproszył.
Die 22 octobris w niedzielę o południu, nastąpiły wojska
szwedzkie i kurfirsztowskie pod Filipów i deliberowały mnie z więzienia cudowną
łaską i potrznością Boską, bo wszystkie particularia pisać, jako się to działo,
niepodobna. Tegoż wieczora w nocy do szwedzkiego obozu się dostawszy, wszyscy
generałowie u mnie byli i każdy, czym
mógł mi służył, bom też przy duszy najmniejszej rzeczy swojej nie miał.
Nazajutrz zawiózł mnie graf Waldek do Królewca, a stamtąd do Labiowa, do
kurfirsta J.M., który mię benignissime excepit i już mi posłał był przez
drabanta trzy tysiące czerwonych złotych na okup, którsie ze mną drodze minęły.
Od niego biegłem do króla szwedzkiego do Frauenburgu, który aż na dół bez
kapelusza do mnie zbiegł i obłapiwszy mnie z radości płakał, nazajutrz patent
na feldmarszałkostwo i asekuracyją na ośmdziesiąt tysiący talarów mię przysłał.
Feldmarszałkostwa nie przyjmowałem, a ośmdziesiąt tysięcy talarów wiedziałem,
że nieprędko wezmę. Od tego czasu już więcej przy Szwedach wiązać się nie
chciałem ale w Labuowie przy kurfirszcie J.M. zostawałem.
Relacja o bitwie pod
Prostkami
Szedłem tedy do Tykocina trzeci raz ratować rzeczy moje ,ale
gdy przyszła wieść, że pan Gosiewski z Ordą się złączył, złączyłem się z grafem
Waldkiem, generałem kurfirsztowskim, pod Prostkami. Tam przeciwko zdaniu memu
ruszył z okopu graf Waldek w ten czas, kiedy już Orda następowała, która o tym
nie myśliła nas atakować, lale skoro nasz tabor z obozu wychodzący obaczyła,
rzuciła się na nasz okop i czczy opanowała. Wojsko litewskie i Orda
przeprawiwszy się potem przez most, który Prusacy konfondowawszy się odbiegli,
i litewskie i tatarskie wojska uderzyły na mnie, którym długo, potężnie
resistendo, tandem polec wszyscy musieliśmy. Mnie w głowe rannego, na ziemi już
leżącego, chorąży Suchan Kazy agi grotem przy chorągwi będącym bardzo długim i
ostrym, do ziemi przyszpilić chciał, ale porwałem ręką za grot i tak Bóg
chciał, że u mnie w ręku został grot od drzewca się ułamawszy. Jeden pistolet
wystrzeliłem byłem, Świniarskiego odstrzeliwując, a drugi mi zmylił, gdym do
tego co mnie ciął ścisnął. Prowadził mnie przy koniu ordyniec z pół mili, nic
ze mnie nie biorąc, a gdym ustał,
zrzucił z konia chłopca mego Sułowskiego, Am ni e nań wsadził. Miałem w
kieszeni klejnot dosyć piękny, potem kilka razy sięgał do kieszeni, ale że w
worku okopciały, m, skórzanym był, nie dawałem do brać, a on rozumiejąc, że
nocą […] dał mu pokój. Od tego ordyńca przez pana Wojiłowiacza byłem odbity,
który […].
- Sułowski – syn Trojana Sułowskiego
- Świniarski – zapewne Stanisław Świniarski
- Sapieha – Krzysztof Sapieha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz