środa, 2 stycznia 2013

z historii praw wyborczych



Prawa wyborcze i legitymacja głowy państwa na ziemiach polskich w latach XVIII i XIX wieku

  1. Rzeczpospolita szlachecka
    • Posłowie do Izby Poselskiej wybierani na sejmikach ziemskich spośród szlachty danej ziemi. Czynne prawo wyborcze przysługuje całości stanu szlacheckiego.
    • Król wybierany przez ogół szlachty podczas wolnej elekcji. Król jest trzecim stanem sejmującym.
    • Liczebność Izby Poselskiej w dawnej Polsce wyniosła (po zawarciu unii w Lublinie 170 posłów, w tym 48 z Litwy). Generalnie, w późniejszym czasie wybierano od jednego do sześciu posłów z danej ziemi. 

  1. Monarchia konstytucyjna – ograniczenie praw wyborczych
    • Posłowie do Izby Poselskiej wybierani na sejmikach ziemskich spośród szlachty danej ziemi. Czynne prawo wyborcze przysługuje szlachcie osiadłej (wykluczono gołotę).
    • W skład Izby Poselskiej (bez prawa głosu) wchodzą także plenipotenci miast wybierani przez zgromadzenia miejskie wydziałowe.
    • Korona monarchy jest dziedziczna i konstytucyjnie przypada Wettinom.
    • PODSTAWY PRAWNE: Konstytucja 3 maja z 1791 r.

  1. Księstwo Warszawskie – rozszerzenie praw wyborczych, ograniczenie kompetencji Sejmu
    • Posłowie do Izby Poselskiej wybierani na sejmikach powiatowych. W sejmikach bierze udział szlachta-posesjonaci z synami i braćmi pozostającymi w niedziale rodzinnym.
    • Deputowani do Izby Poselskiej wybierani są na zgromadzeniach gminnych. W tych zgromadzeniach bierze udział nieszlachta, tj.:
a)      właściciele nieruchomości
b)      właściciele większych przedsiębiorstw handlowych i rzemieślniczo-przemysłowych
c)      obywatele wykazujący się cenzusem wykształcenia i stanowiska:
-        proboszczowie i wikariusze
-        artyści
-        oficerowie
-        zasłużeni podoficerowie i żołnierze
-        chłopi czynszownicy (właściciele ziemi)
    • Korona monarchy dziedziczna i należy do Króla Saksonii.
    • PODSTAWY PRAWNE: Konstytucja Księstwa Warszawskiego 22.07.1807 r.
    • Do Izby poselskiej wybierano 60 posłów i 40 deputowanych; po 1809 r. 100 posłów i 66 deputowanych.

  1. Królestwo Polskie (kongresowe) – ograniczenie praw wyborczych
    • Posłowie do Izby Poselskiej wybierani na sejmikach powiatowych przez szlachtę.
    • Deputowani wybierani na zgromadzeniach gminnych przez „obywateli nieszlachtę”:
    • Ustalono wymagania i ograniczenia:
a)      Nie dopuszczono:
-        wojskowych w służbie czynnej
-        szlachty zastawników
-        osób pozostających w służbie prywatnej
b)      Dopuszczono:
-        profesorów i nauczycieli
-        urzędników z innego niż urząd województwa
c)      Wyborcy wpisani do ksiąg obywatelskich po spełnieniu wymogów:
-        umiejętność czytania i pisania
-        cenzus wieku do 30 lat
-        cenzus majątkowy
    • Królem Polski jest car rosyjski, jest on trzecim stanem sejmującym
    • PODSTAWY PRAWNE: Konstytucja Królestwa Polskiego z 1815 r.
    • Do Izby poselskiej wybierano 77 posłów i 51 deputowanych.
    • W latach 1830-1831 funkcjonował Sejm powstańczy tradycjami nawiązujący do Sejmu wielkiego.
    • Statut Organiczny z 1832 r. zniósł instytucję Sejmu Królestwa Polskiego.

Nazwy i lata funkcjonowania pozostałych organów parlamentarnych pod zaborami:

  1. Zgromadzenie Reprezentantów (1815–1846) w Rzeczypospolitej Krakowskiej , Sejm prowincjonalny (1815-1848) w Wielkim Księstwie Poznańskim, Sejm Krajowy (1861-1914) w Galicji

– organy nawiązujące do tradycji sejmowych w ramach autonomii przyznawanej Polakom pod zaborami.

  1. Landtag (1849-1918) w Królestwie Pruskim, Reichstag (1871-1918) w zjednoczonych Niemczech, Rada Państwa (1861–1918) w Austrii i Duma Państwowa (pocz. XX w.) w Rosji

– organy parlamentarne państw zaborczych, do których także wybierano Polaków.

piątek, 28 grudnia 2012

Marszałek w Rzeczypospolitej Obojga Narodów


Mareschalcus Regni Poloniae – pierwszy, najwyższy „minister” to jest urzędnik centralny w państwie. Z racji swego urzędu wchodzi do Senatu.

Historia urzędu

Po raz pierwszy pojawia się w źródłach w 1271 wraz z podmarszałkiem. Wówczas był jedynie podrzędnym urzędnikiem dworskim zarządzającym dworem książęcym i jego sprawami. Za Kazimierza Wielkiego zyskał na znaczeniu, bowiem od 1358 szybko stał się najważniejszym urzędnikiem w otoczeniu króla, jeszcze jako marszałek nadworny. Na przełomie XIV i XV wieku jego kompetencje zaczynają wykraczać poza funkcje dworskie i przejmuje pewne zadania państwowe. W 1409 nazywany jest już „koronnym”, gdyż rozdzielono wcześniejszy urząd marszałka, powołując marszałka nadwornego, mającego być pomocnikiem i zastępcą marszałka koronnego, z racji tego, iż temu zakres obowiązków znacząco się powiększył. Marszałek nadworny mógł pełnić swoje funkcje samodzielnie jedynie podczas nieobecności marszałka koronnego, gdyż ten dalej pełnił wszystkie funkcje dworsko-ministerialne, w tym cały zarząd dworem. Tam gdzie znajdował się król, był i marszałek. Funkcje dworskie dla marszałka wielkiego koronnego, rozdzielono dopiero w 1766 i to nie całkowicie. Powracając jednak do lat wcześniejszych – Władysław Jagiełło utworzył urząd marszałka litewskiego na Litwie i formalnie stał on na równi z marszałkiem koronnym. W 1504 Aleksander Jagiellończyk w statucie ustalił podstawowe kompetencje marszałka, jednak z czasem obowiązków przybywało. W 1569 roku, po Unii Lubelskiej wszedł do Senatu i mimo to w hierarchii ustępował jednak przed urzędnikiem w Koronie. Ciekawostką może być fakt, iż w 1658 roku, na mocy Uni Hadziackiej, utworzono urząd marszałka ruskiego. Układ nie wszedł formalnie nigdy w życie.

Kompetencje

Do kompetencji marszałków wielkich – koronnego i litewskiego, jak z czasem zaczęto nazywać ten urząd oddzielony od urzędu marszałka nadwornego, należało:

  • Troska o bezpieczeństwo króla i jego otoczenia
  • Porządek i spokój publiczny w miejscu przebywania monarchy
  • Dowództwo nad marszałkowską policją
  • Gospodarz miejsca, w którym przebywał król
  • Pośredniczenie między monarchą a społeczeństwem
  • Przyjmowanie audiencji u króla, także dla zagranicznych poselstw
  • Opieka nad zagranicznymi posłami w zakresie zakwaterowania, bezpieczeństwa i codziennych potrzeb
  • Organizator i mistrz ceremonii państwowych i dworskich, zjazdów, koronacji i pogrzebów królewskich.
  • Przełożony dworu królewskiego i dworzan
  • Dowództwo nad gwardią królewską
  • Prowadzenie spisów, wykazów i inwentarzy dworskich, ustalanie cen zakupywanej dla dworu i wojska żywności wraz z hetmanem w obozie wojennym
  • Zwoływanie posiedzeń Senatu na polecenie króla lub prymasa
  • Przewodniczenie obradom i czuwanie nad ich przebiegiem
  • Podawanie do publicznej wiadomości orzeczeń senatu i wyroków królewskich w sprawach o infamię i kryminalnych, w których orzekano najwyższy wymiar kary
  • W czasie sesji Sejmu troska nad potrzebami posłów, zakwaterowanie, władza policyjna
  • Organizacja elekcji podczas bezkrólewia, dbanie o porządek i spokój
  • Ogłaszanie za prymasem wyboru nowego króla
Marszałek wielki koronny przewodniczył również sądowi marszałkowskiemu, ferującego wyroki w sprawach o wykroczenie przeciw porządkowi publicznemu wokół króla i na milę wokoło. Sąd miał doraźny charakter i ferował wyroki bez apelacji, także w przestępstwach kryminalnych. Sąd ten składał się również z sędziego marszałkowskiego i pisarza marszałkowskiego, którzy zwani był asesorami.

W marszałek wielki koronny zajmował w senacie miejsce drugie, zaraz po prymasie. Jego atrybutem była laska. W czasie bezkrólewia noszona była opuszczona na dół; podnoszona dopiero po wyborze króla w chwili okrzyku „niech żyje król”. Noszona była przed elektem, a marszałek zawsze szedł przed królem i zajmował obok niego miejsca. Kareta marszałka jechała zawsze przed karetą królewską, niezależnie czy w otoczeniu znajdowała się rodzina królewska. Laskę marszałkowi przekazywał ustępujący marszałek lub kanclerz. W miejscach rezydencji króla przejmował kompetencje innych urzędników, na przykład ustanawiał i kontrolował ceny, z wyjątkiem artykułów wytworzonych w dobrach szlacheckich, dbał o jakość bruków i przestrzeganie przepisów przeciwpożarowych. Można powiedzieć, że pełnił między innymi funkcje zbliżone do funkcji obecnego ministra spraw wewnętrznych.

Marszałkowie wielcy koronni i litewscy

Marszałek wielki koronny pełnił swoje obowiązki zawsze w otoczeniu króla. W przypadku jego nieobecności obowiązki przejmował marszałek wielki litewski. W przypadku z kolei nieobecności tego – marszałek nadworny koronny, a potem marszałek nadworny litewski. Taka była hierarchia. Jeżeli w otoczeniu króla nie było żadnego z marszałków, obowiązki przejmował podskarbi, a dalej – świecki kanclerz. Jeżeli brakowało każdego z ww. obowiązki przejmował sekretarz wielki, a następnie podkomorzy.

Lista marszałków wielkich koronnych od Unii Lubelskiej do Potopu Szwedzkiego


  • Jan Firlej od 1563 do 1574
  • Andrzej Opaliński od 1574 do 1593
  • Stanisław Przyjemski od 1593 do 1595
  • Mikołaj Zebrzydowski od 1596 do 1600
  • Zygmunt Myszkowski  od 1603 do 1616
  • Mikołaj Wolski od 1616 do 1630
  • Łukasz Opaliński  od 1630 do 1649
  • Jerzy Sebastian Lubomirski od 1649 do 1665



Źródło: Urzędy i godności w dawnej Polsce, Z. Góralski

Polecam:

http://www.akromer.republika.pl/herby_marszalw.html- przydatna strona z pełną listą marszałków i ich herbami

Kanclerz w Rzeczypospolitej Obojga Narodów



Urząd kanclerza wykształcił się już w XII, a wówczas zajmował się on kancelarią królewską. W XV wieku zanikły urzędy kanclerzy ziemskich. Urząd kanclerza królewskiego sprawowany był początkowo przez osobę duchowną, jednakże gdy utworzono analogiczny urząd dla Litwy, wówczas jedynie jeden z kanclerzy należał do stanu duchownego.

Do kompetencji kanclerza należało:
  •  kierowanie polityką zagraniczną kraju (przyjęło się z czasem, że kanclerz koronny zajmuje się polityką zachodnią, zaś litewski – dyplomacją związaną z krajami wschodnimi)
  •  dbanie o przestrzeganie przez króla zaprzysiężonych przezeń pacta conventa oraz przywilejów 
  •  uwierzytelnianie dokumentów królewskich (pieczęcią kancelaryjną, stąd nazwa pieczętarz nadana kanclerzowi)
  •  przewodniczenie sądowi asesorskiemu.
Jeśli chodzi o podział kompetencji między kanclerzem koronnym i litewskim – obowiązywała tak zwana zasada kompetencji terytorialnej. Dany urzędnik zwalniany był ze swoich obowiązków, gdy król nie przebywał na danym terytorium. Przykładowo, jeśli przebywał na Litwie, obowiązki kanclerza przejmował kanclerz wielki litewski. Funkcje kanclerza można przyrównać, między innymi do dzisiejszego ministra spraw zagranicznych.

Podkanclerzy natomiast posiadał identyczny zakres uprawnień, co kanclerz. To czym faktycznie się jednak zajmowali, zależało od obowiązujących układów politycznych. W senacie na jednakże kanclerz wielki litewski zasiadał za kanclerzem wielkim koronnym, a za nimi podkanclerzy koronny i dalej podkanclerzy litewski.

Spis kanclerzy wielkich koronnych od Unii Lubelskiej po Potop Szwedzki:

  • WALENTY DEMBIŃSKI (1564-1576)
  • PIOTR DUNIN WOLSKI (1576-1577)
  • JAN ZAMOYSKI (1578-1605)
  • MACIEJ PSTROKOŃSKI (1606-1609)
  • WAWRZYNIEC GEMBICKI (1609-1613)
  • SZCZĘSNY (FELIKS) KRYSKI (1613-1618)
  • STANISŁAW ŻÓŁKIEWSKI (1618-1620)
  • ANDRZEJ LIPSKI (1620-1625)
  • WACŁAW LESZCZYŃSKI (1625-1628)
  • JAKUB ZADZIK (1628-1635)
  • TOMASZ ZAMOYSKI (1635-1638)
  • PIOTR GĘBICKI (1638-1643)
  • JERZY OSSOLIŃSKI (1643-1650)
  • ANDRZEJ LESZCZYŃSKI (1650-1653)
Urząd kanclerza wielkiego litewskiego najczęściej pełnili przedstawiciele rodu Radziwiłłów - aż 7 razy w historii Rzeczypospolitej.

O sarmackiej muzyce nieco



Arystoteles już niegdyś ponoć powiedział, iż „muzyka wpływa na uszlachetnienie obyczajów”. I bez wątpienia miał rację. Czy wyobrażamy sobie w ogóle życie bez muzyki? Muzyka istnieje wśród ludzi, obok ludzi i w samych ludziach od zawsze. W Polsce – odkąd istnieje Polska. Ale nie będę w tym artykule prezentować historii muzyki od czasów średniowiecznych. Pominę nawet okres (choć może się trochę o niego otrę) jej wielkiego rozkwitu – czyli renesans.

Właściwym tematem artykułu będzie bowiem muzyka staropolska, muzyka dawnej Polski, muzyka okresu baroku… muzyka sarmacka… Przedział czasowy pozostający w naszym zainteresowaniu to przełom wieków XVI i XVII, cały wiek XVII, a nawet i XVIII, bo muzyka „sarmacka” swoimi wpływami sięga też lat konfederacji barskiej…

I nie ma co traktować jej po macoszemu... Jeśli wiek sarmatyzmu jest nam bliski, to i muzyka powinna być nam równie bliska.

Różne instrumenta

Zacząć trzeba jednak od tego, że istniało wiele jej rodzajów. I to nie tylko ze względu na merytorykę czy tematykę, ale także wykonawców czy słuchaczy. Inaczej muzykowano „po domowemu”, inaczej na magnackim dworze, a jeszcze inaczej w kościele. Niestety przyznać trzeba, że "wysoka", "europejska" muzyka nie była wśród zwykłej, średniej szlachty towarem popularnym, a przynajmniej tak popularnym jak liryka, jak poezja… Zdecydowanie jednak, w sarmackiej epoce, swój rozkwit przeżywa lutnia. Przełom wieku szesnastego i siedemnastego to prawdziwy „złoty wiek” tego instrumentu. Podobnie dokonuje się rozwój instrumentów smyczkowych, można powiedzieć bardzo młodych. W pracowniach choćby Dankwartów i Grobliczów wytwarzane są wówczas skrzypce (ich powstanie datuje się na lata 50. XVI wieku, a przecież do dziś zachwycają swoją istotą), altówki, wiolonczele czy gamby, a ich jakość jest wielce porównywalna do tych samych instrumentów w dalekich Włoszech tworzonych. Jeśli chodzi zaś o rozmiary „produkcji” to zapotrzebowanie na smyczkowe instrumenty rośnie stale. Zachował się spis inwentarza sporządzony w Krakowie w 1602 po lutniku, Mateuszu Dobruckim: "W drugiej skrzijni: drzewo na skrzypice, w trzeciej skrzijni: kołki gotowe także do skrzypic, form discantowijch sescz, tenorowych trzij, bassowijch trzij, skrzypic czterdzieści niedorobionych w skrzyni wielkiej w izbie, dek spodnich tenerowijch numero 23, spodnich discantowijch dek do skrzypic numero czterdzieściij sescz, jaworu do robienia na gorze skrzypic jest go wóz.” Na czym grano poza tym? Charakterystyczny był klawesyn, „pradziad fortepianu” i wirginał do niego podobny. Istniały takoż instrumenty perkusyjne: bendir – szeroki bęben obręczowy przywieziony aż z Afryki Północnej oraz  janczary – niewielki zestaw dzwoneczków przymocowanych na pasie… Charakterystyczne dla tureckich janczarów, przywędrowały i do Polski, jak wiele orientalnych nowinek.

Jak już rzekłem największym zachwytem cieszyła się lutnia. W wierszach, których w polskim baroku produkowano nad miarę, poświęcano wiele miejsca... W „Niezbędniku Sarmaty” Jacek Kowalski pisze, że wyrażano się o niej bardzo ciepło: „ucieszna lutni”, „wdzięczna kobzo”, „lutni złota”, „lutni mowna”… Wespazjan Kochowski sporządził wiersz pt. „Do lutniej”. Była więc ona jednym z popularniejszych instrumentów i z pewnością w niejednym dworku szlacheckim swoje miejsce miała. Używano jej wszakże, by zaspokoić brak albo niedobór akompaniamentu do tańca czy do śpiewu, a więc chodzi raczej o zabawy, biesiady, wesela i tym podobne zjazdy. Bynajmniej nie o żadne muzyczne wykształcenie przeciętnego sarmaty. Nie była to żadna „sztuka wysoka”, melodie były, i owszem, nieskomplikowane, ale przesiąknięte polską ludowością, związane z pewną rodzinną obrzędowością. Takoż i umiejętność gry na czymkolwiek (i tu nie mówię rzecz jasna tylko o szlachcie) – choćby na lirze czy skrzypcach – przechodziła przeważnie po więzach rodzinnych lub sąsiedzkich. Małe kapele liczyły od dwóch do pięciu instrumentów. I tu warto zaznaczyć, że nie grano mając przed sobą nuty – wszystko leciało „z pamięci” albo „na ucho”. Nut po prostu w niższych warstwach społecznych nie znano.

Pieśni dziadowskie

Skoro jednak mówimy o niższych warstwach, istniała w Rzeczypospolitej społeczna kategoria "ludzi luźnych". Do niej należeli włóczędzy, żebracy, wałęsy, hultaje, zbiegli żołnierze, et cetera. Jednakże, gdy i jakiś dziad bez oczu lub ręki zadzwonił w bramy domostwa, gościnny kmieć-Polonus nie omieszkał napełnić jego sukni chlebem. Dziad (did) taki, o którym niewiele wiadomo z jego przeszłości, przeważnie uczciwym był człowiekiem, a i moralistą, to też odwdzięczyć się umiał melodią, jeno słowami zaśpiewaną, którą potem ktoś zapisał. Warto było słuchać jego opowieści, które w sercu mu zapadły, albo żywotów świętych, które znał na pamięć. Więcej z resztą czytaj w Encyklopedii Staropolskiej Z.Glogera, który nawet niektóre z pieśni przytacza

W szlacheckim dworzyszczu

Postaram się teraz nakreślić „repertuar szlacheckich dworków”... Pewnikiem, wieczorem, tuż przed pójściem spać, w rodzinnym ognisku domowym, albo i na zabawie noc spędziwszy, przodkowie nasi zachęceni rozprawianiem o polityce wspominali dawne czasy. Dziadowi z siwą od starości brodą, która jeszcze czasy Zygmuntów pamięta, łza się w oku kręci na wspomnienie dawnych zwycięskich bitew, wspaniałych polskich rycerzy, którzy bohaterską śmierć ponieśli… Wtedy to zanuciwszy pieśń opiewającą waleczne czyny tych, którzy przywileje u królów zdobyli, wszyscy dołączają się do śpiewu… Ale kto nie pamięta tamtych czasów, a zajęty Rzecząpospolitą współczesną, wcale nie o Polsce Jagiellonów śpiewa: ten może o bohaterach wielkich bitew i wspaniałych zagonów, o których sejmik przestać mówić nie ma ochoty. Ot choćby jak wspaniałe zwycięstwo pod Byczyną w 1588 roku. Takowe pieśni, które nieraz powstawały by z sentymentem chwalić wielkość Rzeczypospolitej. Zwą się one dumami, a śpiewano je chętnie i takoż częściej pisano. Oto przykładowy tekst dumy Karolowi Chodkiewiczowi napisanej:

Ustały gody, świetne widowiska
Choć żałość wodza przenika
Tonącą we łzach małżonkę ściska
I wsiada na koń i znika.

Przykładem być może być także przez księdza Stanisława Grochowskiego ku czci Jana Zamoyskiego duma sporządzona.

Znacznie częściej wnoszono jednak toasty… Te również śpiewano, również bez akompaniamentu. A cóż się dziwić? Okazji do wznoszenia toastów było wiele: urodziny, imieniny, ślub, potem wesele… Istniała nawet praktyka zwana kuligiem: szlachta danej ziemi zbierała się w jakimś dworku, piła i jadła w nim dopóki nie opróżniła całej spiżarki, po czym wyruszano do sąsiada… i tak aż nie okrążono całego powiatu. Nie dziw więc, że i toasty często wznoszono: za solenizanta, gospodarza, jaśnie oświeconego wojewodę, albo króla… Ot, do dzisiaj nawet niektóre ze staropolskich toastów śpiewa się, choćby na Podhalu czy w Małopolsce. Przykładowe teksty toastów i ich notacje znaleźć można w śpiewniku Wacława z Oleska:

”Wypił, wypił, a nic nie zostawił,
Bodajże go, bodajże go Pan Bóg błogosławił!”

Śpiewniczek ów wprawdzie z XIX wieku pochodzi, jednakowoż znawcy historii muzyki tego okresu, owe toasty na wiek XVII datują… Link do książeczki Wacława z Oleska.

Szlachta lubowała się także w zwykłych, często biesiadnych i ludowych pieśniach i przyśpiewkach. Kto nie zna: „Naływajmo bratia”  albo „Jestem sobie panem” ? Pochodzą one z różnych przeto lat, ale w kanon muzyki sarmackiej bez wątpienia można zaliczyć.

Wojaczka

A kiedy na wojnę iść trzeba było, ażeby lepszy byt rodzinie zapewnić? W wojsku z resztą służono dla samej kariery wojskowej, która bardzo często stawała się polityczną. Nie wyklucza to jednak wcale wojennych zwyczajów, do której przywykli młodzi wojacy do obrony granic Rzeczypospolitej ochotni. Czy idąc traktem w żołnierskiej kolumnie czy w obozie stacjonując, czas muzyką dobrze jest sobie umilić. Tutaj instrument jakowyś, choćby flet,piszczałka czy szałamaja, bardzo przydatny się staje. A co śpiewano i grano? Jedną z najstarszych pieśni, a bardzo popularną i mającą wiele wariantów jest „Pieśń o kole rycerskim”. Najstarszy znany zapis z XVI wieku pochodzi i znalazł się na okładce książki wydanej w 1584, o czym pan Jacek Kowalski pisze w swojej książce. A owa pieśń żołnierska była pierwowzorem innej, „Pieśni o żołnierzu tułaczu”.

Multum pieśni takowych powstało w czasie patriotycznego zrywu konfederacji barskiej. Tu wymienić można „Pieśń Konfederatów Barskich” albo „Pieśń o Najświętszej Maryi Pannie”.

I miana pieśni „sarmackich” odebrać im z pewnością nie można.

Tańce – hulanki, swawola?

Ale chwila… Tam gdzie muzyka… tam i taniec! Jeśli kto przygrywa na szlacheckim dworze, albo nawet i magnackim, wtedy zaraz w tan się puści pan Ogończyk z panią żoną. Kto czytał „Pana Tadeusza”, ten wie, że miejsce honorowe wśród polskich tańców zajmował polonez. Tańczono także drabanta – połączenie tego pierwszego z mazurem, a także i hajduka. Ciekaw jestem jak zareagowali by współcześni potomkowie szlachty, kiedy zobaczyliby swoich przodków skaczących, wykonujących przeróżne, żywe figury, pełzających i kluczących między inszymi parami. Popularne były zapewne i zbliżone tańce do poloneza, bezpośredni jego poprzednicy, np. chodzony, polski czy marszałek.

Tańce te w różnym tempie tańczone, różne ludowe odmiany posiadały, które do dziś się wykonuje przez różnorakie zespoły tańca i muzyki, w przeróżnym tempie i metrum wykonywane były. Z reguły żywe i fikuśne – te pewnie przez plebejów częściej tańczone, ale nie brakowało, i nieskomplikowanych i dostojnych.

Na magnackim i królewskim dworze

Chętnie tańczono pewnie w zameczkach i pałacach możnej szlachty, warstw najwyższych, górnych, największych magnatów, jak na przykład Radziwiłłów. Tacy to kapele na swoje dwory spraszali i muzyków na stałe zatrudniali. Prym oczywiście wiódł król. Już król Zygmunt Stary zorganizował na Wawelu Kapelę Rorantystów. Był to zespół wokalny, wykonujący pieśni podczas królewskich mszy świętych w Kaplicy Zygmuntowskiej oraz w większe uroczystości w Katedrze na Wawelu. Repertuar obejmował tu bardzo ambitne utwory włoskich kompozytorów, a więc nie śpiewali oni prostych kościelnych pieśni. Kapela owa przetrwała aż do 1794 roku…

Król Władysław IV Waza natomiast był miłośnikiem opery, w przeciwieństwie do swego ojca. Na Zamku Królewskim specjalnie, z myślą o operowym repertuarze wydzielił salę do ich wykonywania. W tym celu zaprosił do Polski operową trupę włoską pod kierownictwem Marco Scacchiego. Działalność władysławowskiej opery zainaugurowano operowym spektaklem na cześć pokoju podpisanego w Polanowie. Co ciekawe, opera warszawska czasów drugiego Wazy była pierwszą stale działającą sceną operową w Europie (do 1648 roku).

Miała także Polska swoich kompozytorów. Należeli do nich przeważnie duchowni i mieszczanie. Polskim „Handlem” nazwano księdza Grzegorza Gorczyckiego, który pozostawił po sobie sporo genialnych rękopisów muzyki kościelnej. Zachowały się też dane o muzyce świeckiej; ta jednak nie odnalazła swoich źródeł. Kompozytorami, których dzieła podziwiać możemy byli również muzycy Kapeli Królewskiej, jak np. Adam Jastrzębski czy Bartłomiej Pękiel, a inni wielcy to np.: Jacek Różycki, Marcin Żebrowski czy Mikołaj Zieleński. Pisali oni msze, koncerty, sonaty, oratoria i kantaty – te typy muzyki przeżywają w baroku swój rozkwit. Niektórzy uczą się od zapraszanych przez magnatów włoskich twórców. Wielu z nich czerpie naturalnie ze zdobyczy muzyki renesansowej. W tej dziedzinie Rzeczpospolita wydała bowiem takich geniuszy jak Mikołaj Gomółka, Wacław z Szamotuł czy Jan z Lublina. Choć przeważała muzyka kościelna, organowa, to nie można odbierać roli świeckiej muzyki, zwłaszcza smyczkowej – a barok to prawdziwa jej eksplozja. Tutaj wspomnieć należy o liryce mieszczańskiej, do której często, a chętnie muzykowano.

Muzyka mieszczańska

W wieku XVI i XVII powstawały padwany – pieśni o tematyce miłosnej, nawiązujące głównie do renesansowej muzyki włoskiej. Popularna była melodia „A laeta vita” Giovanni Giacomo, do której pisano tekst po polsku. Padwany cechowała różnorodność charakterystyczne formy odzwierciedlenia nastroju i różnorodność zwrotkowa. Tworzone były, i śpiewane, przeważnie przez mieszczan. Przykładowy tekst jednej ze strof takiej piosenki, nieznanego autora, o tytule „Sarabanda”:

„Przyjmę więzienie, jeśli baczenie miłosierne będzie,
Ręce i nogi dam w okow srogi
I serce zasiędzie.”

Oto zaś link do Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej, gdzie znajduje się zbiór pieśni Pt. „Pieśni, tańce, padwany”.

Mieszczanie zajmowali także swoje miejsce  w muzyce organowej i kościelnej. Z wymienionych wyżej w artykule polskich kompozytorów, przeważająca część z nich nie może się pochwalić szlacheckim pochodzeniem.

W kościele

Laur pierwszeństwa należy się jednak muzyce kościelnej. Duchowni są w tym czasie wykształconą muzycznie warstwą ludu, zaś sam duch epoki nakazuje, aby katolicyzm kusił reformatów spełnieniem wszelkich zmysłów. Stąd, przy bardzo specyficznej, żywiołowej, emocjonalnej pobożności ludu prostego, wśród wystawnych procesji Bożego Ciała, uroczystych mszy i nabożeństw, pojawia się muzyka, która rozbrzmiewa zarówno w małych wiejskich kościołach, jak i wielkich katedrach. Powstaje wówczas mnóstwo pieśni, które są śpiewane do dziś. Polska posiadała specjalnie od Stolicy Apostolskiej przywilej, ażeby móc wykonywać ludowe pieśni kościelne czy kolędy lub pastorałki w czasie mszy, podczas trwania jej części. I kiedy na przykład ksiądz z łacińska recytował „Credo”, organista zaraz na nutę „Wśród nocnej ciszy” intonował:    

„Wierzę w jednego Boga na niebie:
Ojca, co ten świat stworzył dla Siebie;
I w Jezusa, Syna Jego,
We wszystkim Ojcu równego
Pana naszego.”

Rozpowszechniła się owa pieśń powyżej co prawda pod koniec wieku XVIII, ale jako przykład ją daję, bowiem w wieku XVI i XVII pieśni kościelne zaczęły nawiązywać głównie do poszczególnych elementów celebracji liturgicznych.

Co zaś się tyczy kolęd polskich, to popularne były one wielce w czasie Bożego Narodzenia i parę tygodni po nim… aż do święta Matki Boskiej Gromnicznej (od gromów chroniącej). Snadź długo świętowano boskie narodziny… Śpiewano w rytmie poloneza „W żłobie leży”, a w wieku XVIII przez Franciszka Karpińskiego „Pieśń o narodzeniu pańskim”; od pierwszych słów kolędę ową zwano „Bóg się rodzi”. Najstarszą polską kolędę stanowi „Zdrów bądź Królu Anielski” – z 1424 roku, a więc czasy króla Władysława Jagiełły. Długa jest więc tradycja polskiego kolędowania.

Zainteresowanych szerzej tematem muzyki „sarmackiej” – bo bez wątpienia tak nazwać można muzykę tworzoną przez Sarmatów, ludzi epoki polskiego baroku i pozostającą w kręgu ich zainteresowań – polecić mogę następujące linki:


Polecam także „Niezbędnik Sarmaty” przez Jacka Kowalskiego – płyta będąca dopełnieniem książki, która nie tylko o muzyce, ale również i o sztuce i kulturze Sarmacji traktuje.

Czytelnikom zaś artykułu miłych muzycznych wrażeń życzę: czy to na sesji gry „Dzikie Pola”, czy wśród publiki na koncercie muzyki dawnej czy na biesiadzie urodzinowej podczas toastu…

Wojny w XVIII wieku



Lata

Nazwa konfliktu

Strony walczące (zwycięzca)

Ważne bitwy

Wynik wojny

1700-1721
III Wojna Północna
(Wielka wojna północna)
Szwecja
Rosja, Dania, Saksonia (Liga Północna),
Rzeczpospolita
Kliszów (1702)
Połtawa (1709)
Zakończona pokojem w Nystad, Rosja hegemonem w Europie Środkowo-Wschodniej.
1701-1714
Wojna o sukcesję hiszpańską
Anglia (Wielka Brytania), Holandia, Prusy, Austria
Francja, Hiszpania, Bawaria, Kolonia
Oblężenie Kadyksu (1702)
Pokój w Utrechcie (1713),
Pokój w Rastatt (1714), Burbonowie na tronie hiszpańskim, uznanie dynastii hanowerskiej przez Francję, Ludwik XIV zrzeka się praw dynastycznych do korony hiszpańskiej
1733-1735
Wojna o sukcesję polską
Francja, Hiszpania, Bawaria
Austria, Rosja, Prusy, Dania

Pokój w Wiedniu, Stanisław Leszczyński księciem Lotaryngii, August III królem Polski
1740-1742
I wojna śląska
(część wojny o sukcesję austriacką)
Prusy, Saksonia
Austria

Śląsk i ziemia kłodzka do Prus
1744-1745
II wojna śląska
Prusy,
Austria, Rosja, Saksonia

Śląsk zostaje przy Prusach, Prusy uznają Franciszka I cesarzem
1756-1763
III wojna śląska (europejski epizod wojny siedmioletniej)
Prusy, Wielka Brytania, Hanower
Austria, Rosja, Francja, Hiszpania, Saksonia,

Śląsk zostaje przy Prusach (za wyjątkiem ziemi karniowsko-opawskiej i Śląska Cieszyńskiego
1740-1748
Wojna o sukcesję austriacką
Prusy, Hiszpania, Francja, Bawaria, Neapol
Austria, Wielka Brytania, Holandia, Saksonia, Rosja

Pokój w Akwizgranie, status quo ante bellum w kwestii kolonii, Austria traci Śląsk, ale Habsburgowie zachowują tron (dynastia habsbursko-lotaryńska)
1756-1763
Wojna siedmioletnia
Prusy, Wielka Brytania, Hanower, Portugalia, Brunszwik
Austria, Francja, Rosja, Hiszpania, Saksonia, Szwecja, Neapol, Sardynia

Pokój paryski, Francja traci niemal wszystkie posiadłości w Ameryce Północnej na rzecz Wielkiej Brytanii, a także odcięcie Hiszpanii od ważnych  tam wpływów (Floryda, część Luizjany) – hegemonia Wielkiej Brytanii w świecie
1775-1783
Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych
Stany Zjednoczone, Francja
Wielka Brytania
Lexington (1775),
Princeton (1777),
Yorktown (1781)
Pokój wersalski (paryski) – zerwanie zależności kolonii brytyjskich od Wielkiej Brytanii
1792-1797
I Koalicja Antyfrancuska
Republika Francuska, włoskie „satelity”
Austria, Wlk.Brytania, Sycylia, Hiszpania, Portugalia, Turcja, Republika Zjednoczonych Prowincji

Zwycięstwo Republiki Francuskiej, pokój w Campio Forno

Bałamut



Na to Pan Bóg doł niedziely, bo po tygodniowym trudzie
pomodliwszy się w kościele, mogli napić wódki ludzie.
Bo ji dawni wypijali pradziadowie nasi starzy,
ale się szczyrze kochali – niech im Pan Bóg niebym darzy.

Raz ksiądz proboszcz na ambónie mówił do ludzi kazanie,
że Pan Jezus na weselie poszed w Galilejskiej Kanie
A że liudzie biedni byli i pinindzy małó mieli,
mało wina nakupili a na bórg im dać nie chcieli.

Wtym Pan Jezus do czeladzi: - Dali chłopy, dali żywo,
nanoście wudoy do kadzi, wnet tu będzie z wuody wino!
A chłopi się uwijali, bo będzie wino, nie lura,
a Pan Jezus z Apostołym poszli zatańczyć mazura.

Święty Piotr się rozweselił i tańcował długie czasy,
aże sobie poubrywoł u swoich butów obczasy.
Przeto aż po wieczne czasy podlega uoń takiej karze,
że po dzisiej – dzień bez butów malują go też malarze.

A Judosz pijacka dusza, jak se zalioł wineł połke
jon prosić Pana Jezusa, by zrobił z wina gorzałkę.
A Pan Jezus się pogniewoł, że to pijoczysko taki,
kazoł mu bez trzy niedziely, robić bukowe drewnioki.

Potym Judosz z Magdalynom posunąwszy się cichaczem
a Pan Jezus zauwożył i dali go pogrzebaczem.
Kiedy On go pogrzebaczem, wtedy Judosz się pogniewoł,
i za trzydzieści srebrników wzion Pana Jezusa sprzedoł.

Melodia: http://wmp.podkarpackie.pl/node/238

Fragmenty z "Autobiografii" Bogusława Radziwiłła



Cytaty:

Anno 1656.
Szedłem z królem szwedzkim die 2 januarii pod Królewiec, gdzie prędko potem traktaty między kurfirstem J.M. i Szwedami stanęły. Dano mi potem znać o śmierci (gdybym był w Bartenszteinie) nieboszczyka książęca pana brata, biegłem tedy co prędzej do ciała, ale przyjeżdżając do Kamieńca Mazowieckiego dowiedziałem się, że młody J.M. Pan Sapieha […] Tykocin obległ. Zebrawszy tedy, com jeno mógł ludzi, szedłem na odsiecz Tykocinowi, żebym ciało nieboszczyka książęca nad którym się pastwić chciano, deliberował. Zemściłem się też nad Korotkiewiczem, który mi ludzi pod Zaszków był pobuntował, bom na głowę pułk jego w Choroszczy zniósł, tak że ledwo sam uszedł. Skąd do Warszawy idąc, wszystko dobrze sprawiwszy, dowiedziałem się,że chorągiew sapieżyńska w Janowie będąca gotowała się napaść na mnie. Poprzedziłem ją tedy i zniosłem wszytką.

Z królem szwedzkim od Zamościa powracającym złączyłem się drugiego dnia po Wielkiejnocy pod Warszawą. Z tymże potem kilka niedziel chodziliśmy pod Bydgoszcz i po Wielkiej Polszcze; na ostatek przyszliśmy do Torunia, skąd wodą król szwedzki popłynął do Elbląga, dowiedziawszy się o przyjeździe królowej szwedzkiej, którą i ja przywitawszy, mało co w Elblągu się bawiąc, szliśmy pod Gdańsk i opanowawszy Głowę, wziął król szwedzki jeszcze dwa forty, miastu bardzo potrzebne.

W tym czasie ursus szczęścia króla szwedzkiego przerwany był przez wzięcie Warszawy przez K®óla J.M. polskiego, gdziem wszystkich swoich rzeczy i ochędóstwa postradał. O czym, gdy króla szwedzkiego wieść doszła, non turbato animo, obawiając się, żeby mu brata , książęcia Adolfa, i Wrangla pod Nowym Dworem, gdzie z małą garstką ludzi leżeli nie zniesiono, przy ty mając coniunctionem armorum z książęciem J.M. kurfirstem, według umowy, pod Zakroczmiem uczynić, odszedł i sam pod Nowy Dwór, i tam stanął obozem. Stamtąd wyprawił mnie, dowiedziawszy się o oblężeniu Tykocina przez pospolite ruszenie, ze trzema tysięcy na wybór ludzi, temu miejscu na odsiecz. Jakoż poszczęścił Najwyższy, żem znowu to miejsce deliberował i najkosztowniejsze rzeczy wywiózł.  Powróciłem tegoż samego dnia do króla szwedzkiego, kiedy coniunctio armorum  z kurfirstem J.M. Się stała.

Nastąpiła zatem walna potrzeba pod Warszawą, która przez trzy dni, od piątku aż do niedzieli, trwała. Mnie król szwedzki siebie w tej bitwie pilnować rozkazał; nie wiem z jakiego respektu potrzebował też, abym lewe skrzydło wojska jego wtenczas komenderował, ale nie chciałem,śmiele ro powiedziawszy, że tam będę, gdzie Król mój jest, broni przeciwko niemu podnosić nie będę.  Po wygranej wiodłem któla szwedzkiego do pokoju, bo przed bitwą przyrzekł był mi, że jeśli otrzyma wiktoryją zaraz miał pokój stanowić, alem go bardzo alinatum od tego znalazł, aegre nawet na to pozwolił, aby pan Gabriel Lubieniecki, sługa mój, do J.M. pana podkanclerzego koronnego Leszczyńskiego dojechał  z jaką taką pokoju propozycją, ale znać, że tego Pan Bóg nie chciał i że jeszcze non maturae res były, bo w drodze pana Lubienieckiego niedaleko Kowalewa, optima Patriae et Republice cupientem, zabito.

Po wygranej warszawskiej obrócił się król szwedzki do Prus, a mnie z czterema regimentami, przydawszy mi generał majora Izraela, na Podlasze wyprawił z tym wyraźnym ordynansem, abym się osłuchiwał i in casum nastąpienia na się wojska kurfirsztowskiego się brał, które się około Szczytna stało. Nie chcąc darmo czasu trawić, żyta i bydła przysposobiwszy, wprowadziłem one do Tykocina, który mało żywności miał, a vice versa na tych wozach, na których żywność, była, wyprowadziłem niemało rzeczy potrzebnych.

Chciałem był i archiwum swoje stamtąd wyprowadził, ale J.M. pan Gosiewski od Brańska z Supan Kazy agą ciągnął ku Prusom i zbliżał się ku wojsku kurfirsztowskiemu, które obozem pod Prostkami stało. Cofnąłem się tedy i ja z ludźmi swymi pod Rajgród, trzy mile od Prostek i tamem czekał, ążeby mi graf Waldek znać dał(, który hetmanił wojsko kurfirsztowskie), abym się z nim złączył.

W nocy dał mi znać graf Waldek, że polskie i Krymskie wojska do Wąsosza przyszły. Ruszyłem się zatem i ja z tą intencyją: wniść do jego okopu i obserwować actiones J.M. pana Gosiewskiego, ale gdym do niego przybył, inszą zastałem radę. Bo obawiając się, żeby dwu tysięcy człeka, które z Ełku już szły do niego, Orda od nie nie oderżnęła, postanowił był okop pod Prostkami opuściwszy , iść tym ku posiłkowi, a one in salvo zaprowadziwszy, obozem pod Ełkiem się  położyć, Temu lubom był contrarius, przeprzeć żem fo nie mógł, a że ta retirada nie mogła być tylko w oczach wojska litewskiego i Ordy, skoro obaczono, ż ewozy się z okopu ruszyły wpadła Orda na ośled do niego. Wtem wojsko kurfirsztowskie, w wielkiej konfuzyjej za most przeszedłszy, rekoligować się nie mogło i tył bez wszelkiej potrzeby podało. Jam w przedniej straży stojąc, bo tego dnia jam miał awangardę, a czekając na pruskie wojsko, na strzelanie działa od kopou, broniłem przejścia prez rzekę Tatarom i dwie godzinie z nimi hałasowałem się, tak że żaden przejść nie mógł, rozumiejąc, że i wojska Waldekowe przejścia przez most nie dopuszczą; ale hac spe frustrarius. Obydwóch wojsk potęga na mnie nastąpiła, która mię opasawsszy, część ludzi na miejscu położyła, część pobrała, mnie w głowę bardzo rannego, na ziemi już leżącego chorąży syna Supan Kazy agi grotem przy drewcu chorągwi swej bardzo długim i ostrym do ziemi przyszpilić chciał, alem porwał casu ręką za grot i tak Bóg chciał, że się od drzewca ułamawszy w ręku u mnie został. Wystrzeliłem był jeden pistolet Świnarskiego odstrzeliwując, a drugi mi zmylił, gdym do tego, co mię ciął, ścisnął. Prowadził mie ten ordyniec pół mili przy koniu, nic ze nie nie biorąc, a gdym ustał, zrzucił chłopca mego Sułowskiego, z konia  także już wziętego i mnie z nim wespół nań wsadził. Miałem w kieszeni w worku opciałym dość bogaty klejnot,  który mi po kilka razy Tatarzyn odebrać chciał, alem mu go nie dawał; on też nie mogąć się domyśleć, co w worku było i rozumiejąc, jako mi sam potem powiedział, że to były relikwie, abo do nabożeństwa służące rzeczy, niebrał mi go. Gdy mnie ten Tatarzyn prowadził, poznał mię pacholik z wojska koronnego z pułku pana Wojniłowicza, który o tym usłyszawszy, żże mnie wzięto, we czterdziestu koni przypadłszy, opończą na mnie rzucił i gwałtem mię tatarom odjął. Zaraz mię potem do J.M. pana Gosiewskiego zaprowadził, który condolendo kilką słów sorti meae, opatrzyć mię cyrulikowi swemu kazał. Tam zaraz tacy się naleźli konsyliarze,, którzy svadebant, aby nie dobito, ale że się szczęściem książę J.M. pan podczasy, brat mój trafił w wojsku wziął mię do siebie u sub jego kustodia zostawałem, jednak non sine prriculo.

Conclusum byłopo tem zaprowadzić mię do zameczku  pana Eperiasza, abo pana Kryspina nazwanego […] na wieczne więzienie, lecz nie mogło to przyjść do efektu, bo zawsze się jaka trafiła zawada.

Odpocząwszy sobie wojsko litewskie kilka dni, do Filipowa się ruszyło, Mnie w lektyce niesiono, a pacholikowie, w lesie się zadadziwszy na mnie, zabić mię w lektyce mieli, których pułk książęćia J.M. pana podczaszego fortuito natrafiwszy, nie wiedząc nic o ich intencji, rozproszył.

Die 22 octobris w niedzielę o południu, nastąpiły wojska szwedzkie i kurfirsztowskie pod Filipów i deliberowały mnie z więzienia cudowną łaską i potrznością Boską, bo wszystkie particularia pisać, jako się to działo, niepodobna. Tegoż wieczora w nocy do szwedzkiego obozu się dostawszy, wszyscy generałowie u mnie byli i każdy, czym  mógł mi służył, bom też przy duszy najmniejszej rzeczy swojej nie miał. Nazajutrz zawiózł mnie graf Waldek do Królewca, a stamtąd do Labiowa, do kurfirsta J.M., który mię benignissime excepit i już mi posłał był przez drabanta trzy tysiące czerwonych złotych na okup, którsie ze mną drodze minęły. Od niego biegłem do króla szwedzkiego do Frauenburgu, który aż na dół bez kapelusza do mnie zbiegł i obłapiwszy mnie z radości płakał, nazajutrz patent na feldmarszałkostwo i asekuracyją na ośmdziesiąt tysiący talarów mię przysłał. Feldmarszałkostwa nie przyjmowałem, a ośmdziesiąt tysięcy talarów wiedziałem, że nieprędko wezmę. Od tego czasu już więcej przy Szwedach wiązać się nie chciałem ale w Labuowie przy kurfirszcie J.M. zostawałem.


Relacja o bitwie pod Prostkami
Szedłem tedy do Tykocina trzeci raz ratować rzeczy moje ,ale gdy przyszła wieść, że pan Gosiewski z Ordą się złączył, złączyłem się z grafem Waldkiem, generałem kurfirsztowskim, pod Prostkami. Tam przeciwko zdaniu memu ruszył z okopu graf Waldek w ten czas, kiedy już Orda następowała, która o tym nie myśliła nas atakować, lale skoro nasz tabor z obozu wychodzący obaczyła, rzuciła się na nasz okop i czczy opanowała. Wojsko litewskie i Orda przeprawiwszy się potem przez most, który Prusacy konfondowawszy się odbiegli, i litewskie i tatarskie wojska uderzyły na mnie, którym długo, potężnie resistendo, tandem polec wszyscy musieliśmy. Mnie w głowe rannego, na ziemi już leżącego, chorąży Suchan Kazy agi grotem przy chorągwi będącym bardzo długim i ostrym, do ziemi przyszpilić chciał, ale porwałem ręką za grot i tak Bóg chciał, że u mnie w ręku został grot od drzewca się ułamawszy. Jeden pistolet wystrzeliłem byłem, Świniarskiego odstrzeliwując, a drugi mi zmylił, gdym do tego co mnie ciął ścisnął. Prowadził mnie przy koniu ordyniec z pół mili, nic ze mnie nie biorąc,  a gdym ustał, zrzucił z konia chłopca mego Sułowskiego, Am ni e nań wsadził. Miałem w kieszeni klejnot dosyć piękny, potem kilka razy sięgał do kieszeni, ale że w worku okopciały, m, skórzanym był, nie dawałem do brać, a on rozumiejąc, że nocą […] dał mu pokój. Od tego ordyńca przez pana Wojiłowiacza byłem odbity, który […].

  • Sułowski – syn Trojana Sułowskiego
  • Świniarski – zapewne Stanisław Świniarski
  • Sapieha – Krzysztof Sapieha